Później przychodzi mi zrywać skórę, z palców aż do skroni, pod paznokciami, aż płaczę bezgłośnie samymi oczami. I już jestem miękka i lepię się do ścian, targana spazmami, niczym orgazmem;
to wata szklana, co wcale taka miękka nie była, jak zaczynałam po niej iść i to róże ściskane w dłoni tak, aż kolce po drugiej stronie się znalazły mojej chorej i tak już ręki.
I chcę lecieć i lecieć nie mogę, bliżej mi do robaka niż do matki boskiej. W syfie tym aż po kostki szukam cienia dekadencji, tylko trupy się ze mnie śmieją, że żywy tak sztywno siedzi.
A później jestem już czysta, dwa tygodnie zanim kości zaczną bić jasnym blaskiem i nim obmyję ciało z brudu spojrzeń.
I przyjdę do Ciebie tak jasna i piękna, jak jeszcze nigdy na tym świecie, i będę taka z Twojej głowy, z Twoich mokrych snów, będę taka tylko Twoja, na zawsze, dumna i czysta.
Nie będę potykać się o świeżo rozkopane głowy, nie będą mi drżały ręce, nie zapomnę jak się uśmiecha.
Nie mogę Cie uleczyć, nie umiem wyjebać tego z mojej głowy.










--
..
--
merduJapon.
nie podaja rozwodnionego. nie śmiliby
jedna limonka w martini? chyba kpisz
masz nadal moje gadu?;>
--
when it comes to the time
we'll be ready to die
wiecznymi
Previous Page12345...Next Page